Jest to wada soczewki wynikająca z różnego miejsca ogniskowania (różny współczynnik załamania) fal o różnej długości (barw światła). I tak światło o barwie niebieskiej ze względu na większą enerię załamuje się bardziej niż światło czerwone. W rezultacie występuje rozszczepienie światła, widoczne jest to jako kolorowa obwódka na graniach kontrastowych (np. między... więcej »
Szukając coraz to nowych nabywców, konstrukcje aparatów wciąż ewoluują. Ciężko przewidzieć, gdzie jest koniec różnego rodzaju hybryd, wzajemnych zapożyczeń i zmian. W dzisiejszej recenzji opiszę aparat fotograficzny Canon Power Shot SX 10 IS. Jego premiera miała miejsce 5 miesięcy temu, obecnie jest dostępny również SX 1 IS, który jest bliźniaczą konstrukcją opartą jednak o sensor CMOS. Wróćmy jednak do meritum czyli SX 10, który jest następcą popularnego PowerShota S 5. Przyjrzyjmy się co Canon ma nam do zaoferowania i czy warto poważnie pomyśleć o zakupie tego urządzenia.










Wygląd
Pierwsze wrażenie jest podobno najważniejsze i najtrwalsze. Jakie było moje? Z całą pewnością SX 10 jest reprezentantem wagi ciężkiej, o czym przekonałem się po rozpakowaniu i wyjęciu go z pudełka. Szybkie spojrzenie na dane techniczne potwierdziło tą tezę. 560 gramów bez baterii, a więc należy dodać masę 4 paluszków AA, gdyż to one stanowią zasilanie tej konstrukcji. Wygląd SX 10 IS nie zachwyca, ale i również nie razi, zwłaszcza kiedy przyzwyczaimy się już do jego sporych rozmiarów. W rzeczywistości ktoś postronny mógłby stwierdzić, że trzymamy w ręku lustrzankę. Stosunkowo duża waga i gabaryty mają jednak nie tylko wady. Dzięki nim, aparat trzyma się pewnie, co może wydać się dziwne, również ręka mniej drży przy wykonywaniu zdjęć. Podczas trzymania tego PowerShota raczej będziemy używać dwóch rąk, tak jak to jest w przypadku wspomnianych lustrzanek – należy się pogodzić, że ta klasa aparatów z frywolną kompaktowością nie ma już za dużo wspólnego. Zapomnijmy o noszeniu w kieszeni SX 10, nawet jeśli będzie to kieszeń dużego płaszcza. Jego miejsce jest na ramieniu lub szyi w pokrowcu, może małej torbie. Za uchwyt służy nam wyprofilowane, obłe zgrubienie, które mogłoby być wyścielone jakimś skóro lub gumo-podobnym materiałem. Wzrok przyciąga wbudowany, nie chowający się w całości do wnętrza obiektyw. Zdecydowanie się on wyróżnia i skupia uwagę.
Parametry
To co najważniejsze w aparacie, czyli wnętrze. Canon SX 10 IS jest wyposażony w matrycę CCD zawierającą 10 mega pikseli. Jak już wspomniałem, sensor typu CMOS będziemy mogli przetestować w jego bratnim modelu SX 1. Gwoździem programu, a raczej przyciągającym uwagę atutem jest 20x krotny zoom, jaki kryje się w masywnym obiektywie. Kiedy już zrobimy zdjęcia, to oczywiście, należy je na czymś podejrzeć – pomoże nam w tym 2,5” calowy ekran, przy którym warto się zatrzymać. Jest on odchylany w dwóch płaszczyznach, możemy go obracać i „otwierać”, gdyż jest on umieszczony na zawiasie. Konstrukcja ta wydaje się precyzyjna i wytrzymała, o tyle o ile będzie użytkowana z dużą ostrożnością. Podczas moich testów, miałem poczucie, że całość nie jest zanadto odporna na uszkodzenia mechaniczne.
Obraz wyświetlany na LCD jest przeciętny, wystarczający w pełni dla szybkiego podglądu czy zdjęcie jest udane i ostre. Posiada on 230.000 pikseli, więc nie ma co spodziewać się cudów, zwłaszcza kiedy inne modele z jednej półki wyżej posiadają ekrany VGA 900.000 pixl. Opisywany PowerShot posiada wizjer, który w pewnych warunkach potrafi ułatwić zadanie fotografowi. Parametr, który nie zachwyca to prędkość zdjęć w serii – 1.4 fps. Wszystkim tym steruje procesor DIGIC IV z funkcją iSAPS, czyli inteligentnego wykrywania sceny.
Funkcje
Canon SX 10 posiada zakres czułości 80, 100, 200, 400, 800, 1600 ISO. Już ISO 400 zdradza wysokie szumy, które dość widocznie psują jakość zdjęcia, choć można powiedzieć, że czułość ta jest jeszcze używalna, w przeciwieństwie do ISO 1600, która tworzy szumy już całkowicie nieznośne. Jest to stałą bolączka kompaktów (przy czym słowa kompakt, użyć w stosunku SX 10 można wyłącznie ze względu na wielkość matrycy) i na razie nie znaleziono na to lekarstwa. Przedstawiany Canon swoim zakresem ogniskowej 28 mm - 560 mm zadowoli zarówno fotografa lubującego ciasne wnętrza jak np. osoby lubiące uliczną fotografię, gdzie długi zoom jest bardzo przydatny. Należy jednak pamiętać, że przy tak zwanym długim końcu obiektywu, staje się on ciemny z f/5.7, toteż ryzyko widocznego poruszenia jest nie małe. Pewnym lekarstwem okazać się może wbudowana stabilizacja obrazu (IS). Do dyspozycji mamy tryby programowe jak i manualne, co cieszy i poszerza krąg zainteresowanych tą konstrukcją potencjalnych klientów.
Zdjęcia
Okupione dużymi rozmiarami właściwości optyczne są bardzo dobre. Oczywiście osoby które obcują na co dzień z obiektywami wartymi tyle co SX 10 i więcej, zobaczą różnicę, jednak dla przeciętnego fotografa, jakość będzie więcej niż zadowalająca. Automatyczny balans bieli również działa bardzo dobrze, tylko w bardzo trudnych warunkach możemy być zmuszeni do ręcznej zmiany temperatury barwowej. Podsumowując, zdjęcia są wysokiej klasy, obiektyw ładnie rysuje, jest ostry i należy pochwalić technologów Canona, że potrafili uzyskać takie parametry w tak dużej rozpiętości zoomu.
Dla kogo?
Odpowiadając sobie na to pytanie, już po odrzuceniu czynnika ekonomicznego, mogę powiedzieć, że aparat Canon SX 10 IS jest dla osób zainteresowanych fotografią. Osoby, które niejako z przypadku kupią tego PowerShota, mogą niestety narzekać na jego wielkie gabaryty, które są nieuniknione, aby uzyskać odpowiedniej jakości parametry optyczne. Dlatego polecam ten aparat wszystkim osobom, które mają ambicje robić ciekawe zdjęcia oraz które będą w stanie docenić funkcję i jakość oferowanych fotografii.
sprawdź cenę Canona SX10 w sklepie internetowym >>
| Superoferty » Sprawdź w sklepie internetowym zadowolenie.pl | |||||
|
cena: zł |
cena: zł |
cena: zł |
cena: zł |
cena: zł |
cena: zł |